cudowne, nie wiedziałam że nazywa się to kokosznik! A pamiętam je z takiej książeczki - Baśnie ZSRR, które to baśnie kochałam czytać i oglądać. I tam te wszystkie carewny miały takie przepiękne nakrycia głowy i zazdrościłam im ich!
Dokładnie robi wrażenie :) Ja również w dzieciństwie oglądałam radzieckie książeczki. Pamiętam też, że w podstawówce było kółko przyjaźni polsko-radzieckiej i stały w gablotce piękne widokówki właśnie z pannami w powłóczystych sukniach i kokosznikach na głowie. No i dziadek mróz oczywiście. Sentymentalna podróż.
Oj,przydałoby się nasze tradycje ujmować w nowe ramy sesji fotograficznych, piękny mamy folklor.
George: musiałam wybrać, za mała moc przerobowa. Z ciężkim sercem bo Glam Agenda była fajna, choćby z nazwy :D
Kurde, tak to jest jak się nie wchodzi na blogi przez tydzień. Potem same zaległości, trzeba pisać po kilka komentarzy:P A ta sesja: bajkowa! Zawsze mi się marzyło założyć taki kokosznik:)
Niesamowita sesja!!
OdpowiedzUsuń na zawszeZdjęcia robią wrażenie!
OdpowiedzUsuń na zawszeMonumentalne bardzo
OdpowiedzUsuń na zawszecudowne, nie wiedziałam że nazywa się to kokosznik! A pamiętam je z takiej książeczki - Baśnie ZSRR, które to baśnie kochałam czytać i oglądać. I tam te wszystkie carewny miały takie przepiękne nakrycia głowy i zazdrościłam im ich!
OdpowiedzUsuń na zawszeKażda liszka swój ogonek chwali...
OdpowiedzUsuń na zawszeRosjanie często nawiązują do tradycji
i chwała im za to:)
Cudo uwielbiam rosję i ich styl oraz tradycję. a sesja piękna;)
OdpowiedzUsuń na zawszeKolejna perełka! :)
OdpowiedzUsuń na zawszeŁysko, a dawno już miałam zapytać, co się stało z Glam Agendą?
OdpowiedzUsuń na zawszeHej! Zostałaś tagowana :) Szczegóły pod tym linkiem: http://katalina-sugarspice.blogspot.com/2011/05/normal-0-21-false-false-false.html
OdpowiedzUsuń na zawszeDokładnie robi wrażenie :)
OdpowiedzUsuń na zawszeJa również w dzieciństwie oglądałam radzieckie książeczki. Pamiętam też, że w podstawówce było kółko przyjaźni polsko-radzieckiej i stały w gablotce piękne widokówki właśnie z pannami w powłóczystych sukniach i kokosznikach na głowie. No i dziadek mróz oczywiście. Sentymentalna podróż.
Oj,przydałoby się nasze tradycje ujmować w nowe ramy sesji fotograficznych, piękny mamy folklor.
George: musiałam wybrać, za mała moc przerobowa. Z ciężkim sercem bo Glam Agenda była fajna, choćby z nazwy :D
Kasiu- DZIĘKUJĘ :)
Kurde, tak to jest jak się nie wchodzi na blogi przez tydzień. Potem same zaległości, trzeba pisać po kilka komentarzy:P A ta sesja: bajkowa! Zawsze mi się marzyło założyć taki kokosznik:)
OdpowiedzUsuń na zawszeJag- pakuj się po powrocie z Włoch i tym razem jedź do Rosji ;)
OdpowiedzUsuń na zawsze